Wieczór magii z Maciejem Polem


Mówią o nim, że jest potomkiem znanego z legend łęczyckiego diabła Boruty, strażnika skarbów zamku łęczyckiego i chociaż nasz czarodziej się tego wypiera, to mieszkańcy Łęczycy nie do końca wierzą swojemu ziomkowi. To właśnie w Łęczycy, gdzie uczęszczał do szkoły zapragnął zostać czarodziejem. Już w wieku 15 lat imponował koleżankom i kolegom swoimi sztuczkami, a już rok później wstąpił do Krajowego Klubu Iluzjonistów, gdzie zetknął się z wieloma znanymi iluzjonistami, których wiedzę na temat prawdziwej sztuki iluzji potrafił doskonale sobie przyswoić. Dziś o Macieju Polu mówi się Polski David Copperfield. I to nie tylko za sprawą podobieństwa zewnętrznego, lecz przede wszystkim z powodu niezwykłego kunsztu i rozmachu magicznych przedstawień.

My Macieja znamy jeszcze z jednej strony. Otóż, kiedy tylko jest potrzeba komuś sprawić przyjemność, Maciej nigdy nie odmawia i to chyba te występy sprawiają mu największą przyjemność. Już nie raz nasi mali podopieczni zostali wprowadzeni przez naszego czarodzieja w niezwykły świat magii i czarów. Tym razem poprosiliśmy Maćka, aby choć na chwilę wpadł na oddział onkologii, gdyż tego dnia dzieci nam się przeokruuuutnie nudziły i pragnęliśmy choć na chwilę oderwać naszych podopiecznych od ich codziennych problemów i odwrócić uwagę od przykrych skutków leczenia. Nie musieliśmy prosić dwa razy.

Maciej przyjechał zaraz po występie w podwarszawskiej miejscowości i mimo, iż tym razem był po cywilnemu, to jednak jego osoba wzbudziła zainteresowanie zarówno małych pacjentów jak i ich rodziców. Podświadomie czuli, że ten młody człowiek o szczupłej sylwetce, kruczych włosach i ciemnych oczach, w których gości tajemniczy chochlik, zwiastuje jakąś niespodziankę. I nie pomylili się; mimo że Maciek dysponował tylko kilkoma gadżetami, z pozoru niewzbudzającymi jakiegokolwiek zainteresowania, to już po chwil okazało się, że prawdziwemu czarodziejowi nie potrzeba wielkich scen czy też specjalnych urządzeń, aby wprowadzić w tajemniczy świat magii. Za pomocą gumek recepturek, monety, chusteczki i kulek z gąbki, tzw. gąbczaków, prezentował dzieciom niezwykłe sztuczki. Radość była tym większa, gdyż Maciek zdradził naszym maluchom kilka magicznych tajemnic. Myślę, że tego dnia nie jeden pacjent zapragnął również zostać czarodziejem, a my życzymy powodzenia w realizacji tego marzenia.


Wieczór magii z Maciejem Polem